środa, 10 grudnia 2014

5

Mój syn kończy dzisiaj 5 lat. Taki już kawał chłopa z niego!:)No...może się zapędziłam...szczypior z niego straszny, wzrostem raczej normalny. Maniak gier. Niestety stety. Szalenie dobry w kwestiach manualnych. Nie odstaje zainteresowaniami od chłopców w swoim wieku- Gwiezdne Wojny,  Superbohaterowie (na czele z Batmanem i Supermanem), Angry Birdsy Transformers i Lego. Jak najwięcej Lego:) Sam składa z książeczki, sam kombinuje, sam buduje i tworzy będąc przy tym cholernie dobrym i kreatywnym. Jakiś czas temu polubił rysowanie. Na tyle, że kilka razy dziennie do białej kartki zagląda. Na pierwszy rzut zawsze szedł kolor czarny...na szczęście z czasem doszły też inne:) Umiłował również puzzle co cieszy mnie ogromnie bo fajna chwila jak tak razem zasiądziemy i pokombinujemy:) Lubię bardzo...i on też.
Więcej nie napiszę. Bo za duży już jest. Jego Świat i niech takim też pozostanie...

Wszystkiego Najlepszego Synku;* Kochamy Cię bardzo.


poniedziałek, 1 grudnia 2014

Maszynowy czas nastał

Grudzień to ogólnie cholernie pracowity miesiąc. O tym w osobnym poście, bo lista "Do Zrobienia" z roku na rok jest coraz dłuższa. Nie wiem jakim cudem, bo spora z nas rodzina, ale w zasadzie nikogo nie przybywa;)

Wracając do tematu...moja maszyna do szycia jedzie ostatnio na trochę wyższych obrotach. Tworzę, zszywam, szyję, doczepiam...bawię się kolorami i planuje co z czym. Pomysłów więcej niż wcześniej, a czasu jakby mniej. To też chyba standard prawda? No bo jak się dużo chce to nagle dzień staje się krótszy, wszystkie dzieci jednocześnie chore (albo o zgrozo na zmianę!) i tak jakby cały Wszechświat ma nagle jakieś oczekiwania ukierunkowane właśnie w Twoją stronę. Walczę, z przeciwnościami, z samą sobą, z czasem, momentami z lenistwem. Powstało kilka pluszaków. Takich, z których jestem zadowolona, takie które chyba zrealizowałam tak jak chciałam. Chyba, bo pewności nigdy mieć nie będę;) Zawsze wydaje mi się, że coś mogło być lepiej, nos jednak wyżej, nitka poszła nie tak jak miała itp itd. Pierdoły ze stodoły, ale wkurzające aż za bardzo;)

Docelowo chcę swoją stronę, swój sklepik online. Bo na pluszakach się nie zakończy. Będzie coś na ścianę, może karuzele, wzorów Krzywulców więcej i więcej. Z personalizacją i bez. W standardzie i z własnym wyborem. Tak, żeby każdy czuł że to fajne miejsce...Takie gdzie warto zaglądać, gdzie warto wracać, które warto polecić innym, a przede wszystkim-takie w którym znajdzie się coś dla każdego Małego Stwora.

Jak wiadomo rodzina nasza jest duża. 4 dzieci zobowiązuje. W miniony weekend przeczytałam milion opisów, z tym jak ktoś kalendarz adwentowy robi, ktoś inny tworzy go od podstaw, jeszcze inny szlifuje do perfekcji. U nas kalendarza brak. Z prostej przyczyny-nie wpadłam jeszcze na to, jak za małe pieniądze zrobić taki który pomieści po 4 paczuszki na każdy dzień;) Słodycze staramy się im ograniczać, zabawki byłyby przesadą, czytać nie potrafią więc wierszyków nie docenią;) Za rok ruszę mózgownicą bardziej i wydajniej i takową pracę ręczną stworzę. Nie dam się!;)

A tymczasem... tam po prawej baner do Dawandy-tak na przyszłość. Na teraz. Wierzę, że się przyda;)

Jednak, żeby nie było że weekend totalnie leniwy...stworzył się pies dla Tośka i Rudi. Ten tam niżej. Dumnam z niego bardzo:) A pod nim link do Dawandowego sklepiku. Skromnie tam narazie. Taka kawalerka, z której wierzę że powstanie fajna chata;)



poniedziałek, 17 listopada 2014

Smak

Nie należę do tych co to panikują nad jedzeniem. Chciałabym, żeby cała moja rodzina jadła zdrowo i idealnie, ale wiem doskonale, że tak się nie da;)

Po pierwsze-finanse. To cudowne eko jedzenie po prostu kosztuje kilka razy więcej niż zwykłe. I choćbym próbowała i starała się oszczędzać, no cholera jasna, na wszystkim się nie da. Więc owoce i warzywa kupowane w osiedlowym warzywniaku z dużym kredytem zaufania do sprzedawcy, który twierdzi, że "z ogródka"...nie wnikam już jaki i gdzie ten ogródek.

Po drugie-dostępność. W okresie letnim przyjeżdża tu jeden Pan co to swoje sprzedaje no i przyznać muszę, że faktycznie smaczne i od innych się wyróżnia (jedzenie, nie Pan). No, ale okres letni, który się dzięki temperaturze ciut przedłużył w końcu...no w końcu się skończy. A ja?Bez samochodu (Kaśka milcz), to co pod ręką zostanie to ten nieszczęsny warzywniak.

Po trzecie-poza warzywami i owocami są przecież i inne bajery takie jak mięso, dodatki i inne ryby. Tu cenowo też można sobie w łeb strzelić. No...i zamknęli mi tu jeden jedyny Mięsny. Pfff.

Radość miałam ogromną kiedy UkochanyMój przywiózł całą skrzynkę pomidorów. Roboty na kilka godzin;)Bo obkroić trzeba było (na zdjęciach widać, że do takich z reklamy to im daleko;)), zostawić trochę do zjedzenia...a reszta do słoików. Czasu mało, więc wszystko poszło na przecier. Cała skrzynka...a słoików 4. No w łeb sobie strzelić. Oby smaczne było. Oby się nie zepsuło. Oby się do czegoś nadawało. Bo to moje pierwsze były! Nigdy wcześniej nie bawiłam się w kiszenie, w pasteryzowanie...I obiecałam sobie, że teraz troszkę tylko "liznęłam" tematu. Ale za rok...za rok będę mieć cały pokój wypchany po brzegi słoikami!:)no przynajmniej taki mam plan...

A jak to u Was wypada?Macie swoje ulubione?Może coś polecicie co jeszcze można zrobić?



czwartek, 30 października 2014

Zajęci chociaż na chwilę.

Mia z wirusem, Miki podziębiony. Nic wielkiego, ale jednak uziemieni. Temperatura Najmłodszej nie pozwala wychodzić, z resztą pogoda dzisiejsza nie zachęca. Więc walczymy w domu. Szału nie ma bo dużo pracy przede mną...Kilka pluszaków do uszycia na zamówienie, plus w końcu chcę zrealizować to co w mojej głowie siedzi...I ciężko. Bo Mia uczepiona jak rzep, marudna i jęcząca. Miki wynudzony. I choć staje na głowie robiąc co się da- no nie wystarcza. Help! Jakieś pomysły? Jak ich zająć? Co dać, żeby pomogło...?





piątek, 26 września 2014

Mini Przychodnia

Najmłodszej już lepiej. Wraca do formy, świruje, wszędzie jej pełno. Niestety ze Starszym gorzej. Rozwaliło go na dobre...A, że dopiero co skończył brać antybiotyk-teraz wybór w lekach pozostał znikomy...Gardło zawalone, nos masakra, w nocy kaszel duszący, w ciągu dnia z resztą też. Dziś jakaś kumulacja, bo nawet bajek oglądać nie chce. Mdli go (pewno od tego armagedonu w nosie), zasypia co chwilę. Jak nie on. Dzieci moje to terminatory, przy wysokich temperaturach i warunkach, które u wszystkich innych spowodują agonię-ich nic nie powali. Do dziś. Miki poległ. Nawet jeść nie chce, o herbatę poprosił. Gdzie mój syn ja się pytam?!
Macie jakieś domowe sposoby dla dzieci, które choć odrobinę pomogą i przyspieszą proces zdrowienia?


Dla równowagi w marudzeniu, debiut kitki z tyłu i moja kuchenna pomoc (kiedy Starszy gnił pod kocem).


środa, 24 września 2014

Poranny smark

Kolejny raz, nie wiem już który, dzieciory dopadł wirus. Ten sam co ostatnio. Smarki do kolan koloru wszelakiego, u  najmłodszej temperatura skacząca do 40. Wesoło jest-nie ma co. Trzeci już tydzień siedzimy w domu z małymi przerwami, które jak się okazało dowaliły jeszcze bardziej. Mało tego-nakaz od Pani Pediatry, żeby Mia w łóżku została ile się da. Mhm. Utrzymać tego małego diabła w jednym miejscu graniczy z cudem, bo to Terminator nie dziecko. Każde inne przy takiej gorączce to przez ręce się przelewa a Ona?Pfff. Mowy nie ma. Nie pomaga w tym równie żywiołowy Mikołaj, do którego Mała ciągnie jak ćma do światła. Walczę więc podwójnie, sama próbując się nie zarazić (co jeszcze nigdy mi się nie udało). Poranek Mia spędziła na upiększaniu (się) i ogórku (kiszono-małosolnym zrobionym przeze mnie). Tyle z jedzenia. Więcej dziecię nie przyswaja. No, ale dobre i to prawda?

I but. Tata kupił na jesień. Cud miód.




poniedziałek, 22 września 2014

Świeże na śniadanie

Nigdy nie piekłam pieczywa. I tak w sumie to nie wiem dlaczego, bo roboty niewiele, a efekt smakowity:) Gdzieś rzucił mi się w oczy przepis ze strony Kotlet.tv. Zdjęcia skusiły, a robota wydała się być tak banalna, że nawet mi musiało to wyjść:) Weekend ze wszystkimi dzieciakami, więc świeże bułeczki jak znalazł do śniadania... Przepis odrobinę zmieniłam z powodu braku jednej mąki;) Zastąpiłam jednak inną i wyszło przepysznie. Nie podałam ilości żurawiny ani sezamu, bo dodawałam na oko. Żurawinę wsypałam "bo tyle akurat", a sezamem posypałam bułeczki ulokowane już w foremkach. Z całego serca polecam. Wydaje się, że wychodzi mało (u nas wyszło 11 małych sztuk), ale wystarczyło dla 4 dzieci i 2 dorosłych!:) Spróbujcie i koniecznie dajcie znać jak Wam wyszło!




piątek, 19 września 2014

Dzieciowy weekend

I to przez wielkie D. Bo w domu sztuk 4-dzieciory nasze przyjeżdżają. A jutro Polsonowe urodziny. Uszykować trzeba prezent, kartkę wypisać, odpowiedni outfit przygotować;) Ciesze się, bo dawno tych bab nie widziałam...a okazja..no bardzo poważna okazja! Roczek w końcu. Tak więc w głowie plan działania się układa, bo wyjście z całą naszą ekipą nie może być tak po prostu normalne;)Z dwójką dzieci czasami można czegoś zapomnieć, ale z czwórką to już momentami level hard. 

A żeby latania było więcej-starzy wieczorem bezdzietnie wychodzą. Babcia z pomocą przyjeżdża dzięki czemu w końcu wyjdę gdzieś w Świat Dorosłych. I to bardzo dorosłych;) Premiera piwa --> klik. Od kilku dni w głowie układam co ubrać! Bycie kobietą bywa upierdliwe. Facet problemu nie ma. Dżinsy, koszulka (byle czysta), jak się nie goli to roboty jeszcze mniej. A baby? Jak już dojdą do momentu, w którym jako tako ubranie wybrane-dochodzi reszta kłopotów. Buty! Dodatki! A włosy? Jak zawsze układają się fatalnie! Opcji niegolenia nie ma. I torebka. Mała nie zmieści wszystkiego "co przecież jest niezbędne", a duża niewygodna. No nic;) Nie składam jeszcze broni...



środa, 17 września 2014

Dziewuszyńskie zabawy

Od zawsze fenomenem dla mnie było skąd dzieciaki wiedzą w co się bawić. Nie chodzi mi tu o "szukano" i inne takie;) Ale o ten podział, który prędzej czy później się ujawnia. Chłopcy do samochodów, dziewczynki do lalek. Nie zrzucę tego na rodziców, a na pewno nie zawsze;) Zapewne w większości przypadków tak właśnie jest, że dla synka gryzak z kołami i kierownicą, a dla córeczki-słodkoróżowe i najlepiej z brokatem. No, ale co z tą resztą?

Mia za lalkami nie przepada. W zasadzie mało zabawek zatrzymuje ją na dłużej. Śmiem twierdzić, że to kwestia wieku-ma ktoś cud roczne dziecko, które potrafi swoje małe i przebiegłe oczka zawiesić na czymś dłużej niż te kilka minut? Mała ma swoje ulubione. Króliczek o którym kiedyś już pisałam, biedronka na kiju (brzmi creepy), grill zabawkowy którego wszędzie ostatnio ciąga...i zabawki dzieciaków. Auta, ciuchcie, kolejki, miecze...Pewnie widzi i sobie wkręca. Bo co fajnego w lataniu z mieczem jak się nie wie, że to miecz? No ALE ALE! Jest jeden. Przez tatę kupiony. I ten miecz jest na wypasie. Bo ten miecz nie dość, że gra dziką muzykę (doprowadzając mnie tym do szału), to on jeszcze ŚWIECI. Szał. Mówię Wam. Taki full wypas, pełen program. Walczyć można, wroga pokonać, a przy okazji potańczyć i jeszcze ciemności rozjaśnić...Taka to Dziewczynka. Ale zachowania pozoru-kitka jest, kiecka też.



wtorek, 16 września 2014

Figi ma nowa miłość

Nigdy w życiu nie jadłam fig. Świeżych znaczy, bo na suszone już wpadałam wielokrotnie. Jako przekąska, do przegryzienia. Może gdzieś w formie obiadowej w towarzystwie mięsa? Możliwe, ale chyba szału nie zrobiło bo i tego w głowie nie mam. Wczoraj pokusiłam się na kilka sztuk...zakładam, że to czas dla nich bo w sklepach tego mnóstwo. Łatwo nie było, bo nawet nie wiem jakie figi są dobre;) czy brać te ciemne miękkie, czy jeszcze lekko zielone i w domu "dojdą"? 
Wytęskniona za ukochanym postanowiłam wykorzystać te małe cuda do kolacji. Jak ja mogłam żyć bez nich?! Te wyśmienicie wyglądające owoce ułożyłam pokrojone na kanapce (ricotta+szynka suszona+roszponka+miód). A w głowie kolejne pomysły...a Wy? Lubicie?:) Chętnie poczytam Wasze przepisy!



piątek, 12 września 2014

Gdzie szczerość?

W dobie internetu bardzo łatwo o nowe znajomości. Nie jest problemem poznać kogoś o podobnych zainteresowaniach, z tym samym muzycznym słuchem, ze tymi samymi barwami i okiem na Świat. Nie jest problemem dostać coś na co zwróciliśmy uwagę w ulubionym filmie czy znaleźć zabawkę z ukochaną postacią dziecka. Dowiedzieć się można wszystkiego. Problemem jednak jest indywidualność. Jakim cudem, mając tak wielką i szeroką możliwość zapoznania "inności" popadamy w te same schematy? Blogi takie same, z taką samą treścią (na nich się skupię). Instagram zalany takimi samymi zdjęciami. Dzieci (przeważnie te blogowe) ubrane dokładnie tak samo. Miszkomaszko i inne cuda (z ręką na sercu za cuda je uważam) powielane wszędzie i zawsze. Wszyscy wyglądają tak samo. Szare dresy, lniane ubrania, smerfowe czapki, emelowe buty (mamy i my;)). Jakiś czas temu temat ten poruszony został na pewnej facebook'owej grupie gdzie na głos myślałyśmy. O tym, że coś co było fajne, miłe dla oka, przyjemne do czytania/oglądania stało się tak strasznie prymitywne. Mało jest miejsc, w których faktycznie można zahaczyć o przyjemny tekst, oko zarzucić na cudowne zdjęcia i dla lubiących- stylizacje...szkoda. Szkoda, że tak mało pomysłu na własne "Ja" a tak dużo powielania czegoś co w niektórych przypadkach się sprawdziło...
I adoracja. Wzajemna adoracja. Miło usłyszeć, że dziecko ładne. Że oczy duże, rzęsy do nieba, uśmiech najpiękniejszy. Że czyta się fajnie, że patrzy przyjaźnie. Ale...wiecie jak wiele z tego idzie z automatu? To trochę tak jak (wg mnie) komplementowanie noworodka:) Ja z tych co to twierdzą, że ledwo urodzone dzieci ładne nie są, koniec kropka:) To cud narodzin. Coś na swój sposób niewyobrażalnie pięknego. Ale dziecko?Nie. Dziecko wtedy ładne nie jest. Wygląda jak pomarszczony ziemniak. I moje też tak wyglądały. I Wasze również. Wybaczcie dosadne słowa;)ale z serca płyną więc szczere. Dlaczego ludzie nie mogą pisać "Gratulacje!". Po co pisanie, że takie piękne, że oczy takie cudowne i w ogóle podobne do mamy! Nie. Podobne do ziemniaka. Pomarszczonego ziemniaka (przepraszam wszystkie noworodki i hejtujące mnie własnie rodzicielki).
Matki, które mają opiekunki, babcie i przedszkola do opieki nad dziećmi, Panie sprzątające ich mieszkania/domy, i zalewające pytania- JAK TY TO ROBISZ?! JAK ZNAJDUJESZ CZAS NA TO WSZYSTKO?! Eh. Jakie wszystko? Jakie TO? No nic...zrzućmy me przemyślenia na powiedzmy gorszy dzień, w którym to zalewa mnie masa frustracji i nudy. Nudy spowodowanej brakiem nowości na blogach i nudą spowodowaną wiecznymi tymi samymi komentarzami na Instagramie. Chyba czas na przerwę...;)



czwartek, 11 września 2014

Chorowite

Ciągle i nieustannie. Jedno za drugim. Zastrzelcie mnie. Albo zestrzelcie. Ogólnie niech to będzie krótko i szybko dobrze? Zasmarkani, zakaszleni (?) plus Mia z gorączką taką powyżej 40 i zapaleniem krtani dzięki czemu gada jak po bardzo dobrej imprezie. Lubego mi wywiało do końca tygodnia (po górach sobie łazić będzie), a my walczymy. Z małym (tak Kochanie, MAŁYM!) bałaganem w domu, z choróbskiem i z przepisami na nowości. Bo matkę-mnie znaczy- dopadła faza na różnego rodzaje sałaty zdrowe, hummusy, warzywa i owoce. Jak nigdy. Bo ja to z tych śmieciowożarciowych. Chyba organizm miał dość i zawołał po cichutku o te zdrowsze, lepsiejsze. No to na zdrowo będzie. A co! Przy okazji zrzucając może kilka te nadprogramowych kg;)
A Wy jak żyjecie? Zagląda tu ktoś? Bo cisza straszna prawda? Wstyd mi bardzo, uwierzcie. Bo jak zmusić się do zrobienia czegoś na co tak na prawdę ma się wielką ochotę? Trochę to nielogiczne...a jednak. Może jak już stworzę miejsce takie jakie chcę, wtedy będzie mnie/nas więcej...może?

Zdjęcie wakacyjne bo do nowych jakoś ciągle za daleko.

wtorek, 19 sierpnia 2014

Ale...dlaczego?

Są rzeczy, które choćbym BARDZO chciała- nie jestem w stanie zrozumieć. Kiedyś weszłam (jak się później okazało zupełnie niepotrzebnie) w dyskusję o tym co dziecku dawać, a czego lepiej unikać. Jak wiadomo- temat rzeka. Każdy ma swoje argumenty. Czasami mają sens. CZASAMI. Bo, że niezdrowe, że przekombinowane, że to i tamto. A co jak jednak z takich Cudownych Matek pisze, że dzieciom swoim daje Coca-Cole/Pepsi/Sprite/Inne takie?  Dodam szybko- dzieci lat 2 i 4. No daje. Jej sprawa. A argumentacja? Padało tego mnóstwo, bo jak się okazało na tym Świecie więcej takich stąpa, więc wypiszę moje ulubione, te najukochańsze. Uwaga, ekhem (pozbywam się chrypki), kolejność przypadkowa:
1- Ja pije to dziecku nie dam?
2- Wszędzie jest chemia
3- I tak w końcu się napiją
4- Przecież nie piją non stop, raz na kilka dni puszkę/butelkę
5- A co za różnica czy to czy woda?

To teraz tak na szybko, co głowa przyniesie:
1- Ja też pije piwo. I wino. To co? Dziecku nie dam?!
2- No wiadomo. Więc można dowalić jej jeszcze więcej
3- Papierosa pewnie też zapalą więc może od razu do tej puszeczki? Będzie gdzie peta wrzucić
4- Tak. Właśnie to mnie przekonało.
5- High 5. In the face. With a chair.

Dlaczego? No dlaczego...? 


czwartek, 7 sierpnia 2014

Zastawa...i gumka

Wiem, że obiecałam toskańskie zdjęcia, ale póki ukochany mój przy nich grzebie-ja się nie wtrancam. 
Więc macie dzieciory;)
Biedronkowa zastawa podbiła Świat. No...na pewno nasz kraj. W naszej tu niedaleko oczywiście tego cuda zabrakło, ale Luby zdobył więc mamy i my. Wyboru w sklepie nie było- biała porcelana ozdobiona misiem trafiła "na nasz stół". Właściwie to dosłownie. Jak tylko Mia się wyspała, komplet już na nią czekał. I to nie przygotowany przeze mnie! Mikołaj uparł się, że to właśnie on się tym zajmie...i dalej to on przodował. Ja niewiele miałam do gadania, jedyne co mogłam to "kawę z mlekiem", "tak, może być malinowa mrożona", "Miki nie ma kawy cytrynowej...ok. chcę cytrynową kawę."... o dziwo i ta mniejsza się wkręciła, załapała co trzeba robić i działała:) Fajnie było... dziś przyjeżdża Matylda z Igorem więc może całą czwórką zasiądą do popołudniowej herbaty?;)





A i jeszcze jedno! Czy Wasze maluchy mają jakieś fazy? Ale inne takie...nie kable, telefony, laptopy. Nie zamknięte szafki, szuflady, nie przynoszenie butów itd itp. Bo to są rzeczy, które łączą wiele maluchów. Ale inne... indywidualne. 
Mia np zakłada gumki na stopę;) Nie ma szans, żeby ową gumką się pobawiła, żeby ją olała. Od razu ląduje na prawej stopie. ZAWSZE na prawej stopie. Czasami próbuje na lewą, ale po chwili ściąga i dokłada do tamtych;) Rekord to 8 gumek...I chodzi tak cały dzień;) 


wtorek, 22 lipca 2014

Kill me

Widzicie to małe tam niżej na zdjęciu? Niech Was nie zmylą te oczy...nie nie...to diabeł jest. Ogrom zła zamknięty w małym ciele. Czwórki idą. W zasadzie jedna to już cała wyszła...w połowie druga... te zęby to też jakiś wytwór Szatana. No nie, że tak konkretnie zęby ale cały proces twórczy. Ilość wydobywanej z niej śliny wydaje się być ogromna, aż tu nagle BANG! Kolejne hektolitry. I marudzenie przez które mam ochotę po prostu wyjść. Albo ją wystawić. Tak, dobrze czytacie. Czasami nie lubię swojego dziecka. Później znów ją lubię, bo że kocham to wiadomo- nieustannie. Teraz jednak mamy małe zgrzyty i średnio się dogadujemy. Ja jej zupki, obiadki, deserki, wytrę co trzeba, umyje gdzie muszę, przytulę, buzi dam (no..ona też)...a Mia jęczy. I jęczy. I marudzi. I jęczy. Aktualny stan paszczy (wliczając tego co właśnie nas torturuje)- sztuk 9.
I po co to? Za chwilę i tak wypadną...


 
Apdejt: dolne czwórki też się przebijają ...

sobota, 19 lipca 2014

Tup tup

Spędziliśmy tydzień w cudownej Toskanii. W miejscu, które urzekło mnie jeszcze bardziej niż Rzym. Włochy to zdecydowanie ta szerokość geograficzna, w której mogłabym osadzić się na stałe. Myślałam, że nigdy takowe się nie trafi...a jednak. Ale dziś nie o tym. Dziś tylko mała zapowiedź, bo nie wiem nawet czy przez te długie przerwy jest dla kogo pisać...:)
Mia jest dzieckiem, które zaskakuje zawsze i wszystkich. Tak było i tym razem kiedy to bawiąc się w ogrodzie umiejscowionym obok naszej Toskańskiej Willi (wybaczcie, uwielbiam to sformułowanie) wstała i poszła. Tak jak gdyby nigdy nic. Podniosła się i ruszyła do przodu. Zafascynowana własnym osiągnięciem wyczyn powtórzyła kilka razy. Później mały zastój. Czasami jej się przypomniało, że już umie. Czasami.
Dziś natomiast nogi maszerują cały dzień. To już nie kilka kroków, a normalne i rasowe chodzenie;) Rzecz jasna daleko jej do wybiegowych modelek, no ale... MIA CHODZI!!!!!! (o innych nowościach w poToskańskim poście;) ).



piątek, 27 czerwca 2014

Pierwsze Rozmowy

Uczestnicy: Tata, Mia.
Miejsce: Pokój, dziecięca mała zjeżdżalnia.

Akcja: Mia niedługo po przebudzeniu. Wlazła na zjeżdżalnie ze smoczkiem w paszczy. Smoczek spadł. No bywa.

Tata: Gdzie masz smoczka?
Mia: (pokazując paluszkiem na poszukiwany obiekt) Tam
Tata: Podniesiesz sobie sama?
Mia: Tak
No i podniosła.

Kiedy nadszedł moment, w którym najmłodsze nasze dziecko zrobiło się takie cwane? Na piętro wchodzi w kilkanaście sekund (schodów 20 ). Ciągle myśli, że ktoś ją goni więc dość często ucieka- w zabawie rzecz jasna. Nadal jest wszystkożerna. ABSOLUTNIE WSZYSTKOżerna. I jest cholernie inteligentna. Wiem wiem. Wszystkie matki tak mówią. To przecież inna nie będę nie?;) Nie jest już dzidziusiem. Nie jest niemowlakiem. Jest już prawowitym dzieckiem. 
Chodzi trzymana za rączki, a sądząc po ostatnim wydłużonym czasie stania bez trzymanki- tydzien, dwa i pobiegnie. Zębów sztuk 6, plus własnie przebiła się dolna dwójka i wg lekarza-idą dwa kolejne na górze. A! I męcząca ją ostatnio gorączka okazało się nie tylko objawem zębów, ale również anginy. Żeby weselej było.
Dziś zamiast zdjęć- video. Dla pokazania jak te schody ogarnia. I jak się przemieszcza. Bo wspominałam, że robi to jak weteran z protezą...?

video

video


piątek, 13 czerwca 2014

Urodzinowy Roczek

01.06 była impreza. Udana impreza. Z cudownymi prezentami. Wspaniałymi gośćmi. Wszystkim bardzo dziękuję. Było magicznie:) Szkoda tylko, że Mia weszła chyba w okres lęku separacyjnego...bo nawet na chwilę nie mogłam jej zostawić. Także przymocowana do mnie "poimprezowała" ile mogła;) A Roczek CórkaNasza skończyła dzień później. Szaleństwo. Istne szaleństwo...
















piątek, 23 maja 2014

30stopni. Plusy i minusy

Cudownie, bo ubranie dziecka zajmuje tyle co nic. Mię ubieram w krem. Przede wszystkim. Dziś kierując się do sklepu MałaDama przyodziała sukienkę i pampersa. Koniec. I tu przy okazji- wyjaśni mi ktoś fenomen ubierania dziecka do daty a nie pogody za oknem? Chociaż wydawać by się mogło, że maj to już miesiąc w którym teoretycznie ma prawo być ciepło prawda? No jak widać nie dla wszystkich. Nie zliczę dzieci ubranych na długie spodnie/długie rękawki. Nie zliczę tych co śpiąc w wózku przykryte są KOCEM. Nie tetrą, nie kocykiem typu bambusowy. KOCEM. U nas dziś temperatura doszła do 30 stopni, przynajmniej w momencie naszego wyjścia. Pierdolnąć w łeb tym matkom. I tyle w temacie.
Wracając do tematu wyjściowego...Plus kolejny- gołe giry. Mia jest zafascynowana sytuacją, w której może bawić się swoimi zgrabnymi paluchami. I machać nimi. I ogólnie fajnie jest.
Opalona już troszkę jest, mama troszkę bardziej;) Głupia ja. Dzieci smaruje, a o sobie zapomniałam. Na szczęście skóra ma barwi się na brązy, więc dbając teraz odpowiednio o jej stan- może nawet na plus mi to wyjdzie;)
W pogodę taką też więcej się chce. Bardziej się chce. Energii więcej, życiowego kopa się dostaje. No to latam, działam, tworzę. Lubię tak.

Minusy- ALERGIA. Umieram. I Luby umiera. Oczy jak królik, kicham jakieś milion razy dziennie. Zbawienia i cudu mi trzeba.

Mia została fanką truskawek. Ile dostanie tyle zje...a, że pojawiły się już te nasze, krajowe- korzystamy:)