niedziela, 17 listopada 2013

Malta

Wspominałam jakiś czas temu, że wrzesień był naszym wycieczkowym miesiącem. Udało nam się wybyć na wakacje, te wyczekane i chyba ciut wymarzone. Luby miał radość podwójną bo to był wyjazd głównie nurkowy. Tylko Mia i ja tak trochę na doczepkę byłyśmy;) Ale co zwiedziłyśmy i odpoczełyśmy to nasze!
Zdjęcia nadal czekają na małe ogarnięcie, ale mogę przecież chociaż trochę pokazać prawda? 
O samej Malcie pisać nie będę, bo każdy wujka Google zapytać może. Ja jedynie dorzucę swoje małe trzy grosze i własne odczucia.
Malta jest miejscem jak dla mnie magicznym. Brak tam zieleni- to mocno rzuca się w oczy. Jednak czy przeszkadza? Mi ani trochę. Kaktusy, oliwki, gdzieniegdzie arbuzy porozrzucane na niby polach. 
I domy. Budowle. Kościoły. Wszystko w podobnych kolorach, tonacjach, barwach. Takich jak lubię:) Dzięki temu kolorowe okiennice, balkony i drzwi tak cudownie kontrastują z całą resztą. Mnie to na kolana powaliło. 




Większość domów ma swoje nazwy. Na początku myślałam, że to nazwiska domowników;) Jednak przy kolejnych coraz to bardziej wymyślnych, zorientowałam się jak bardzo się myliłam;) Plus mocno ozdobne kołatki na drzwiach, które szczególnie w Mdinie zachwycały.




Temperatura dała mocno popalić, ale dla wszystkich ciepłolubnych - raj. Przyznać muszę, że nawet mały powiew wiatru okazywał się zbawieniem;) I klimatyzowane autobusy;)))
Plusem całej Malty jest to, że pod koroną Brytyjską wyjścia nie mają- wszystko i wszędzie anglojęzyczne. Bilbordy, reklamy, nawet w radiu w tym języku gadają. Nie ma więc problemu z porozumieniem się nawet w malutkich sklepikach co życie mocno ułatwia. Sam Maltański jest dość specyficzny. Pomieszanie włoskiego z arabskim - taka myśl mnie naszła jak pierwszy raz usłyszałam.

I w tym wszystkim trzymiesięczna MałaIstota:) Która tak bardzo dzielnie zniosła lot samolotem i całą wycieczkę. Pierwsze 20min w samolocie były dość kiepskie. Zniesmaczone miny innych pasażerów pokazały mi, że płaczące niemowlę nie dla wszystkich jest tak słodkie jak dla matki;) Z nadzieją opatuliłam Mię w chustę, w której rzecz jasna zasnęła w minut 5. Jednak już na pokładzie musiałam ją wyjąć i plecami do siebie przypiąć pasami. No i się zaczęło. Bo nie dość, że dziecko obudzone to jeszcze w pozycji średnio wygodnej...Ale po pierwszym koncercie, uspokoiła się i spała przez kolejne 4h. W zasadzie dopiero ja ją obudziłam już na miejscu, w wynajmowanym przez nas domu.






I Luby z chustą! tak tak. Ja już sił nie miałam więc Tata przejął stery;)
I uwaga uwaga. Matka Polka na wakacjach:)))



Na koniec, żeby już treścią nie zanudzać...zdjęć jeszcze więcej;) z telefonu.






12 komentarzy:

  1. Malta jest prze piękna. Super,że udało się Wam tam spędzić wakacje.
    Ten błękit nieba i rem budynków - coś cudownego :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Super wakacje :)
    Nasi znajomi właśnie są na Malcie, ale pogodę maja troszkę inną;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kluska mniejszą Kluską, i te odrastające włoski <3

    M.

    OdpowiedzUsuń
  4. Malta kojarzy mi się tylko z jednym, moj luby oswiadczyl mi sie na Gozo przy Azurre Window! Bylo magicznie, ale malta sama w sobie nie jest rajem dla plazowiczów , moim ulubionym osobiscie rajem jest Majorka i tam często wracamy, piękne plaze, miliony romantycznych pustych zatoczek..

    OdpowiedzUsuń
  5. piękne i urokliwe miejsca:)) a Mia widzę dzielna jak mało kto :)))

    OdpowiedzUsuń
  6. dziecko musiało sie umordować ech..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak. Wlasnie po to ja ciagalam...:)
      A tak na powaznie- umordowac, dlaczego? Klimat i temp byly znacznie przyjemniejsze od tego co mamy w naszym kraju w wakacje.
      I mysle ze jej usmiechnieta buzia praktycznie caly czas nie swiadczyla o zlym samopoczuciu.no chyba ze moja corka jest taka zdolna manipulantka juz w tak mlodym wieku..:)
      Pozdrawiam Anonima,ja- z profilu widocznego..:)

      Usuń